Nie dam rady się podnieść… Rezygnuję z biznesu!

Od czasu pożaru minęło dokładnie 2 miesiące, chyba najdłuższe i najcięższe w moim życiu. Święta jakoś przeżyłyśmy: była rodzina, był płacz, ale była też grzybowa, która ukoiła cały ból. Najgorsze zaczęło się po Świętach. Totalne zderzenie z rzeczywistością! Sprzątanie zgliszczy, wyrzucanie materiałów i milion firm pseudo budowlanych, które przychodziły i okradały w biały dzień…

Do tego doszła firma ubezpieczeniowa, która całkowicie uchyliła się od odpowiedzialności wypłaty odszkodowania. Po 29 latach nieustannego płacenia składek wypięła całkowicie dupę. Chociaż silna ze mnie babka, nie dałam rady. Załamałam się totalnie. Usunęłam z życia i z social media.

„Jednak nie dam rady… nie wracam do biznesu!” – taką decyzje podjęłam dokładnie 4 tygodnie temu. Spakowałam małą walizkę i uciekłam do Włoch, razem z córką. •Uciekłam• … może to za duże słowo. Wyjechałam do taty Julki, który w okresie zimowym mieszka i pracuje w górach. Julka nie widziała go od 3 miesięcy i chociaż teraz widuje przez 30 minut dziennie – chyba nie ma na świecie piękniejszego widoku szczęśliwego dziecka. Byłam jej to winna, po tych wszystkich przeżyciach. Wydaje się, że dziecko nie rozumie, nie przeżywa….Nic bardziej mylnego. Po 1,5 miesiąca widoku zgliszczy, smrodu spalenizny, połowy życia, które ląduje w kontenerach, braku kawałka własnego miejsca i jakiejkolwiek motywacji do dalszego działania… wylądowałyśmy w innym świecie. Piękniejszych, szczęśliwszym, bez problemów i trosk. Chociaż nie do końca: nasz system immunologiczny był tak rozjechany, że po dwóch dniach pobytu tutaj wieźliśmy na pogotowie przelewająca się przez ręce córkę, z gorączką 41 st.C. Zaczęłam się zastanawiać: czy to normalne? Tyle przykrych zdarzeń, tyle nieszczęśliwych wypadków, czy ktoś naprawdę tak bardzo źle mi życzy? TAK! Jest jedna osoba na świecie, która mogła tak bardzo mi zaszkodzić… JA SAMA!!!!

Przed pożarem czułam się mega szczęśliwa, rozpierała mnie duma patrząc na moją córeczkę, biznes kręcił się jak oszalały, dopiero co skończyłam remont domu. Czułam, że jestem życiową szczęściarą a jednocześnie panicznie obawiałam się, że to wszystko utracę i wmawiałam sobie, że przecież to nie może trwać wiecznie. Codziennie wieczorem kładłam się spać i zamiast dziękować za ten piękny czas, przywoływałam myślami najgorsze scenariusze, panicznie bojąc się, że to wszystko kiedyś się skończy. Mój tata po rozległym udarze potrzebuje ciągłej opieki mamy. Po pożarze myślałam: „brakuje jeszcze , żeby mamę rozłożyło”….Na własne życzenie: mama złamała nogę i została całkowicie unieruchomiona. „Julka nigdy nie choruje, teraz do pełni nieszczęścia brakuje żeby jeszcze ona zachorowała” Na własne życzenie wiozłam ją na pogotowie nawet dwukrotnie, bo kilka dni temu skręciła kolano i teraz ona leży z gipsem na nodze. Bałam się codziennie rano wstawać z łóżka, myśląc co złego może mi się jeszcze przytrafić. Destrukcyjne myśli, co gorsza umocnione strachem, wryły się w moją podświadomość. Nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo jestem sobie wrogiem. Negatywne myśli urzeczywistniały sukcesywnie wszystkie otrzymane inspiracje myślowe i nadawały im kształt w życiu codziennym. Ostatecznie strach jaki towarzyszył mi przed utratą szczęścia i sukcesu przywołał wszystkie niepowodzenia, nieszczęścia a ostatecznie tragedie.

A przecież to właśnie tuż przed zaśnięciem i zaraz po obudzeniu, nasza świadomość jest najmniej aktywna a podświadomość najbardziej chłonna. Nadal nie mogę uwierzyć, że sama zgotowałam sobie taki los. To niewiarygodne jak bardzo nasza podświadomość może nam zaszkodzić.

Ostatecznie podjęłam decyzję, że nie wracam do biznesu w panice wymyślając scenariusze kolejnego dramatu. Wmawiałam sobie, że nie dam rady się podnieść , że to wszystko nie ma sensu skoro znów mogę to stracić. Właśnie pisałam post, który chciałam opublikować kiedy nagle oprzytomniałam: „Kobieto! pierdnij się w łeb!!!!!, pomyślałam! Jeśli twoja potęga podświadomości ma taką moc, że negatywnymi myślami potrafiłaś doprowadzić do własnego nieszczęścia i tragedii – będziesz potrafiła wszystko przywrócić znów na właściwy tor pozytywnym nastawieniem, osiągając szczęście i sukces!” Oczywiście, że nie zrezygnuje z mojego biznesu, życia i przyszłości dla mojej córeczki! Przecież to ona uratowała nas z płonącego domu i dała jeszcze jedną szansę na wspólne i szczęśliwe życie. Dlaczego miałabym znów, na własne życzenie, z tego wszystkiego zrezygnować i odebrać sobie i jej nadzieję? Nigdy w życiu!!!! Ładuje baterie, uczę się od nowa cieszyć z życia i każdej przeżytej chwili, myśleć pozytywnie i nie bać się co przyniesie kolejny dzień, ale dziękować za każdą przeżytą minutę. Ostatecznie uświadomiłam sobie gdzie leży mój największy błąd i jak go mogę naprawić. Nie rezygnuje z moich chust i mojej marki !!!! Wracam ze zdwojoną siłą i ogromną nadzieją na lepsze!

 „Dobre decyzje biorą się z doświadczenia.

A doświadczenie bierze się ze złych decyzji… „

 

Mam nadzieję, ze moim doświadczeniem pomogę wielu z Was uświadomić sobie jak tragiczne w skutkach może być negatywne myślenie i ciągły strach o lepsze jutro…. Cieszmy się chwilą i żyjmy dniem dzisiejszym!

 

autor_2

Jedna myśl w temacie “Nie dam rady się podnieść… Rezygnuję z biznesu!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s